Kiedy macierzyństwo wejdzie za mocno… Spokojnie, NIE będzie jazdy po wszystkich matkach bez wyjątku. 

Na razie mam dość coraz bardziej absurdalnych, rządowych pomysłów. Zarówno w internecie, jak i w prawdziwym życiu, jest od groma ciekawych zjawisk i problemów do omówienia. Tym razem, padło na pewną charakterystyczną grupę kobiet, zwanych w mediach społecznościowych madkami (nie mylić z kobietami, które z „głową” podchodzą, do wybranej przez siebie roli).

Kto to jest madka?

Określenie to, powstało w odpowiedzi na pewien, specyficzny rodzaj internautek, których życie kręci się wokół ich przychówku. Tak wiem, że (prawie) każda matka kocha swoje dziecko i jest ono dla niej najważniejsze. Jednak w przypadku „madek”, miłość do dziecka nierzadko nosi znamiona obłędu.

Znaki rozpoznawcze:

  • Agresja i wulgarność.
  • Postępujący analfabetyzm wtórny, charakteryzujący się wypowiedziami pełnymi błędów, szczególnie ortograficznych. Posty i komentarze madek często podbijają internet, stając się źródłem „beki” dla reszty internautów.
  • Roszczeniowa postawa oraz nierzadko zwykła bezczelność. Vide – laktoterroryzm (temat na inny tekst). Nagminne używanie wymówki „to tylko dziecko/bo ja mam dziecko!”. W internecie co jakiś czas, porusza się kwestie ustępowania miejsca ciężarnym i kobietom z małymi dziećmi. Oczywiście, problemem nie jest zwyczajne chamstwo ze strony otoczenia tylko: oczekiwanie królewskiego traktowania. Opory przed tym, żeby grzecznie i kulturalnie poprosić o przysługę. Wymaganie, żeby każdy z uśmiechem znosił wszelkie wybryki Brajanka (wrzaski, latanie samopas, niszczenie mienia, zaczepianie postronnych osób). To tylko jeden z licznych przykładów, pokazujących jak madki zaciekle walczą o przywileje dla siebie i swoich „skarbów”.

Matka kontra madka, czyli nie wrzucajmy do jednego worka. 

Matka:

  • Kocha swoje dziecko, ale jej życie nie kręci się tylko wokół niego.
  • Nadal ma swoje pasje, zainteresowania oraz znajduje czas tylko dla siebie. Spokojnie można z nią porozmawiać na inne tematy niż macierzyństwo.
  • Stara się jak najlepiej wychować swoje dziecko, uczy manier oraz jak należy zachowywać się w miejscach publicznych.
  • Uczy szacunku do innych ludzi i zwierząt.
  • Nie zapomina o swoim partnerze.
  • Przygotowuje swoje dzieci do dorosłego życia. Ma świadomość tego, że jej potomstwo nie jest wyłącznie dla niej.
  • Nierzadko stara się przygotować do roli matki oraz zapewnić potencjalnym dzieciom warunki do życia i rozwoju.
  • Nie rzuca się z „mordą i pazurami”, kiedy ktoś zwraca uwagę na niewłaściwe zachowanie jej dziecka.

Madka, najczęściej typowa Karyna:

  • Nie wychowuje swoich dzieci, tylko hoduje. Puszcza „samopas” w domu i w miejscach publicznych. Ma pretensje, że idea childfree zones, cieszy się dużym uznaniem.
  • Macierzyństwo to jej jedyny cel i sens życia.
  • Jej dziecko dorasta z przeświadczeniem, że jest pępkiem świata, a otoczenie ma się mu podporządkowywać.
  • Jest nadopiekuńcza oraz nie uczy swego dziecka samodzielności i odpowiedzialności. Tym samym, wypuszcza w świat aspołeczną kalekę życiową.
  • Zaniedbuje partnera (o ile go ma, gdyż spora część „true” madek jest samotna). Ojciec dziecka służy jedynie jako dawca spermy i chodzący bankomat. Na ogół jest zbędny, gdyż „madeczka” synusia, już urodziła sobie idealnego mężczyznę.
  • Często zostaje matką w wyniku „wpadki”, nierzadko kontrolowanej (o tym też będzie w innym tekście).
  • Jest ciężkim przypadkiem Odpieluszkowego Zapalenia Mózgu, w skrócie: OZM.
  • Rozmowy z nią to katorga, gdyż jedynym tematem jest jej dziecko. Rozmówca jest zobowiązany do zachwytów, wręcz oddawania boskiej czci jej sensowi życia.

Siedliska madek w internecie. 

Tak jak większość grup społecznych i światopoglądowych, madki mają swoje „siedliska” – fora internetowe, blogi oraz grupy na Facebooku. Wszystkie są bardzo wydajnymi kopalniami „beki”. Jak wcześniej wspomniałam, madki mają charakterystyczny styl pisania postów oraz komentarzy. Taki, że jednocześnie zdumiewa i kuje w oczy. Stworzyły coś na kształt własnego języka, choć to tylko niemiłosiernie okaleczona polszczyzna. Nie będę przytaczać konkretnych przykładów, gdyż na stronach facebookowych typu „spotted”, grupach z poradami, parentingowymi itp. znajdziecie tego „contentu” na pęczki.

Swego czasu, furorę na Facebooku, zrobiła strona Beka z mamuś na forach. Uwielbiałam tam zaglądać i poprawiać sobie humor. Administratorzy, niemalże bez wytchnienia wyszukiwali oraz udostępniali co lepsze „kwiatki”. Było tam wszystko. Od pytań jak pomóc „ociotanemu*” Brajankowi. Do sposobów, na okazywanie czułości swemu Skarbowi, momentalnie zahaczających o pedofilię. Nie wspominając o „szczegółach”, które zainteresowane powinny zatrzymać dla siebie (np. zdjęcia kupy w nocniku, czy dziecka przyssanego do piersi, szczególnie powyżej 1-go roku życia). Wojny dwóch (pato) Karyn o Sebixa. Nie wspominając o screenach z gównoburz, przy których zawsze można było obśmiać się po pachy. Niestety, stronę masowo zgłaszały hordy wściekłych madek. Szczególnie te, które znalazły na fanpejdżu swoje wypociny. W wyniku czego, została ona zamknięta. Na szczęście są godni następcy. Mam też nadzieję, że pojawi się jeszcze więcej „contentu”. W końcu Facebook wszystkich stron nie zbanuje.

*Ociotanie – w tłumaczeniu z „jenzyka madki”: rzucić urok lub po prostu przestraszyć dziecko. Wystarczy krzywo spojrzeć, zwrócić uwagę na złe zachowanie, nie ustąpić miejsca w autobusie itp. Sposobów na odczynienie jest mnóstwo: lizanie czoła, przecieranie starymi gaciami lub pieluchą, turlanie jajka itp. W ostateczności może pomóc egzorcysta. Co bardziej zabobonne madki, zawiązują na wózkach czerwone wstążeczki.

Bezdzietna lambadziara – wróg numer 1. 

Tak, tak zmorą madek, jest każdy kto nie bije pokłonów przed ich Brajankami. Tym bardziej, wszelka krytyka jej patologicznych zachowań i metod (nie)wychowawczych dziecka. Zaś prawdziwą furię wywołuje krytyka ze strony kobiety, otwarcie przyznającej się do odrzucenia roli matki oraz nie lubienia dzieci. Od: zobaczys jak bedziesz miec sfoje, do nie marz dzjeci bo nikt cie nie chce i zazdroźcisz. Do spokojnego, mentorskiego tonu, mówienia jak do dziecka lub osoby upośledzonej: Ja dawniej też nie chciałam i się zapierałam. Ale teraz mam mojego Analka i kocham najbardziej na świecie [tu serduszko lub kilka]. Dorośniesz, zmienisz zdanie, każda kobieta z czasem zaczyna to czuć…. Im więcej słodyczy, spokoju oraz pouczania, tym mocniej madka (ewentualnie ojciedz), gotuje się w środku. Więcej w nich gniewu, niż w tych co od razu rzucają przysłowiowym mięsem.

Bezdzietna kobieta, szczególnie z wyboru to nieprawidłowość w systemie i zagrożenie. Najbardziej nienawidzą ich te madki, które nie do końca przemyślały swą decyzję o dziecku/dzieciach. Działa to, na zasadzie pewnego mentalnego  mechanizmu. Człowiek, który w życiu wiecznie ma pod górkę, wpadł w kierat, nie lubi kiedy ktoś ma w życiu więcej luzu oraz spokoju. Rozgoryczone i niepewne słuszności swoich życiowych decyzji, zazdroszczą bezdzietnym lambadziarom spokoju, większej ilości czasu dla siebie, niezależności. Czują się w obowiązku, żeby taką a)zniszczyć, b)wciągnąć do swego bagna. Pocieszają się jedynie pustym gadaniem, że taka bezdzietna jest: samotna, pewnie nie może mieć dzieci, niedojrzała, ma problemy z facetami, na starość nikt jej szklanki wody nie poda itp. Ewentualnie wmawiają sobie, że to nie jest prawdziwa kobieta, bo wtedy zaglądałaby do każdego wózka dziecięcego.

Mała uwaga – jestem bezdzietną lambadziarą i dobrze mi z tym.

Nie jesteź prafdziwa matkom! (tłum. Nie jesteś prawdziwą matką!)

Nawet na zdrowo i trzeźwo myślących matkach (niedotkniętych OZM), madki nie pozostawiają suchej nitki. Szczególnie, gdy podczas gównoburzy na grupie, czy jakieś stronie, stanie po stronie bezdzietnej lambadziary. Żeby być prawdziwom matkom należy:

  • Urodzić naturalnie, najlepiej z pęknięciem przy rozwarciu. Im bliżej odbytu, tym bardziej „tru”. Żadnej cesarki, nawet, kiedy są przeciwwskazania do rodzenia siłami natury.
  • Karmić dziecko piersią jak najdłużej, nawet do 10-go roku życia. Najlepiej w miejscach publicznych. Butelka, zakrywanie się oraz szukanie odosobnionego miejsca, to krzywda dla Brajanka i nie jest wtedy się prawdziwą matką.
  • Pozwalać dziecku na wszystko, żeby nie czuło się tłamszone i ograniczane. Czyli wypaczać ideę bezstresowego wychowania do maksimum.

O madkach można książki pisać, ale to jest tylko wpis, więc można jedynie podsumować. 

Jakie są madki, wie każdy kto choć raz starł się z nimi w internecie, bądź na żywo. Jeden wpis o madkizmie to za mało, żeby opisać cały ten „fenomen”. Obserwując codzienność mam wrażenie, że świat niczym przysłowiowy leming, dąży do upadku. Skala tegoż zjawiska w ostatnich latach, po prostu przeraża. Co będzie, kiedy pierwsze pokolenie „wychowanych bezstresowo”, pępków świata dorośnie (ale tylko fizycznie)? A rozsądne, odpowiedzialne,  świadome i niezwariowane matki, staną się gatunkiem wymierającym?

Reklamy