Największe świństwo, jakie kobieta może wyrządzić mężczyźnie oraz swemu dziecku.

Po tym świecie chodzi pewien specyficzny gatunek bab. Jest to najłagodniejsze określenie, którego jestem w stanie użyć, gdyż na myśl o nich, przychodzą mi do głowy jedynie wyrazy niecenzuralne. Co nimi kieruje? Strach? Wyrachowanie? Obsesja? Dziki pęd ślubno-prokreacyjny, który zakłada klapki na oczy i upośledza tę część mózgu, która odpowiada za myślenie? Także wyłącza empatię, poczucie godności oraz przyzwoitości. Spróbuję dociec przyczyny tychże zachowań.

Zdaję sobie sprawę z tego, że większość kobiet pragnie zostać matką. Rozumiem to i szanuję, pod warunkiem, że jednocześnie zostaje uszanowany mój wybór pozostania przy bezdzietności (powody wymieniłam tutaj). Bez patrzenia na mnie z politowaniem oraz nawracania. Natomiast, nie mieści mi się w głowie brak szacunku do partnera i nieliczenie z jego zdaniem, jak ma to miejsce w przypadku ciążołapek*.

*Ciążołapka – zamroczona popędem, bądź strachem przed bezdzietnością i staropanieństwem kobieta, który zrobi wszystko by osiągnąć swoje cele: ślub ze swoją ofiarą oraz dziecko, które robi za środek bezpośredniego przymusu. Najczęściej jest jedyną stroną, która pragnie dziecka. Może nią być zarówno kobieta z trzydziestką na karku, jak i młoda dziewczyna zaraz po szkole. Kieruje się zasadą: wszystkie chwyty dozwolone. Stąd na kobiecych grupach i forach dyskusyjnych (szczególnie na osławionej Kafeterii) wątki typu:

  • Chcę mieć dziecko, a on nie. Jak go przekonać?
  • Czym lepiej wprowadzić nasienie: palcem czy strzykawką?
  • Sprzedam pozytywny test ciążowy.
  • Jak przechwycić zużytą prezerwatywę po stosunku?

Skrócony portret psychologiczny ciążołapki:

  • Obsesja.
  • Strach przed porzuceniem/rozstaniem i samotnością.
  • Desperacja.
  • Jak schizofrenik ma omamy wzrokowe i słuchowe, tak ciążołapka słyszy w swojej głowie cykanie zegara biologicznego oraz marsz Mendelsona.
  • Zanik empatii i wyrachowanie na skutek parcia na małżeństwo i macierzyństwo.

Żeby nie było całkiem stereotypowo: Ciążołapka nie musi być typową Karyną, ani przedstawicielką marginesu społecznego. To może być także dziewczyna, na pozór ambitna, z olejem w głowie, wykształcona i mająca dobrą pracę. Buzujący instynkt macierzyński, potrafi zrobić sieczkę w głowie, nawet kobiecie, która kieruje się w życiu rozsądkiem.

Niechlubny fenomen łapania na dziecko.

Najpierw ciąża, potem szybki ślub. Tak rozpoczyna się wspólna droga wielu małżeństw. Myślę, że można wyodrębnić dwa schematy:

Schemat A

Ona i On są parą od kilku lat i mieszkają razem. Oboje pracują (przynajmniej jedno z nich ma stałe zatrudnienie) i powoli dorabiają się. Ona, zapatrzona na swoje zaobrączkowane przyjaciółki i koleżanki z pracy, również marzy o białej sukni i weselu. Bombardowana zdjęciami dzieci znajomych na fejsie, Instagramie, zaczyna pragnąć własnego potomka. On:

  • Nie chce się żenić, a tym bardziej zostawać ojcem.*
  • Myśli o ślubie, ale dzieci dopiero w nieokreślonej przyszłości, kiedy będzie własne lokum i awans w pracy.

Ona nie chce czekać, zostawać w tyle za przyjaciółkami, koleżankami ze szkoły/z pracy, kuzynkami. Zaczyna odczuwać presję, w końcu młodsza nie będzie, a w ciążę najlepiej zajść do trzydziestki. Boi się, że zegar biologiczny zacznie tykać i nie da jej spokoju. Tak samo, jak rodzina na spotkaniach przy stole, która tylko czeka, aż Ona z Nim zorganizuje weselisko, a potem ogłosi radosną nowinę.

W końcu mówi: dość! W tajemnicy przed Nim, odstawia pigułki i zaczyna brać kwas foliowy. Kiedy zachodzi w upragnioną ciążę, On nie wykazuje entuzjazmu. Woli, żeby wszystko, przynajmniej na razie pozostało bez zmian. Mimo to decyduje się wziąć odpowiedzialność. Następnego dnia przybiega z pierścionkiem, a swoje plany oraz marzenia odkłada na bok. Zaciska zęby i niczym dobry aktor udaje szczęśliwego, już wkrótce męża, i ojca.

*W wersji – nie chce się żenić, a tym bardziej zostawać ojcem. On dostaje szału, pakuje walizki i kończy związek (czasem przed zerwaniem żąda usunięcia ciąży). Ona zostaje samotną matką, pozywa Jego o alimenty. Wypruwa żyły, żeby utrzymać siebie oraz upragnione dziecko.

Schemat B

Ona szalenie kocha Jego. Od pewnego czasu nie jest między nimi, tak jak dawniej. Zauważyła też, że On się od niej oddala. Panicznie boi się rozstania i przyszłości bez Niego. Nie jest już najmłodsza, a większość jej przyjaciółek ma  już mężów lub dzieci, bądź wkrótce zmieni stan cywilny. Nie chce być gorsza, a także czuje zew zegara biologicznego. Choć bardziej przemawia przez nią wyrachowanie niż obudzony instynkt macierzyński. Myśli, że kiedy pojawi się dziecko, On nie zostawi jej, nie ucieknie do innej. Założy z nią rodzinę i wszystko się ułoży. Przed wieczornym stosunkiem, przegląda Kafeterię, Wizaż i parę babskich grup na Facebooku. Tam użytkowniczki poinstruowały co i jak należy zrobić. Tuż po miłosnych uniesieniach, ukradkiem ściąga z Jego członka prezerwatywę i barykaduje się w łazience. Parę tygodni później, pojawiają się poranne mdłości, a okres spóźnia się o kolejny tydzień. Zakupione w aptece testy ciążowe, pokazują dwie kreski. Lekarz na badaniu stwierdza piąty tydzień. Cała w skowronkach obwieszcza Jemu radosną nowinę. On jest wściekły i przerażony. Właśnie chciał z nią zerwać i spróbować szczęścia z inną dziewczyną. Teraz nie może, bo w oczach rodziny, przyjaciół i całej okolicy będzie tym nieczułym draniem, skurwielem, zerem, który zostawił ciężarną partnerkę. Zaciska zęby, kupuje pierścionek, a po narodzinach potomka oboje organizują huczne wesele, połączone ze chrzcinami.

Obie pary starają się jak mogą, dla dobra swych dzieci oraz nieskazitelnego wizerunku w oczach społeczeństwa. Jednak nie ma między nimi prawdziwej miłości.

Bo ona chce mieć dziecko właśnie z nim.

Ten jedyny, wymarzony posiadacz idealnych genów. Także, ostatnia szansa na uniknięcie łatki starej panny. Kiedy znajdzie się na celowniku ciążołapki, nie ma nic do gadania. Nieważne, że nie wiąże z nią swojej przyszłości, ma inne priorytety lub po prostu nie chce zakładać rodziny (do czego ma prawo). Jest wybrańcem i jeśli nie ucieknie w porę lub nie spuści zużytej prezerwatywy w toalecie, ryzykuje zostanie ofiarą. W polskim prawie, wymiganie się od alimentów, jest niemalże niemożliwe. To wyzwanie jedynie dla największych spryciarzy oraz tych, którzy mają środki na wynajęcie dobrego prawnika. Ciążołapce nie da się wytłumaczyć, że nie teraz, bądź wcale nie chce się być ojcem. Z nią nie ma dyskusji, dlatego panowie musicie bardzo uważać, jeśli nie chcecie wpaść w sidła ojcostwa z przymusowym małżeństwem lub płacić alimentów.

Bo instynkt… Zegar tyka… To ostatni dzwonek na bobasa!

Jak wcześniej wspomniałam, kobieta może przepoczwarzyć się w ciążołapkę w każdym wieku. Jednak od 25-go, do 35-go roku życia, dla kobiet, które nie są bezdzietne z wyboru, zaczyna się okres szaleństwa. Tym silniejszy, im bardziej doskwiera im tzw. zegar biologiczny. Nie wspominając o docinkach ze strony rodziny, postronnych osób, a nieraz samego lekarza.

Ja mu pomogę dorosnąć!!!

Kobieto! Jeśli choć raz przeszło Ci to przez myśl to osobą, która powinna dorosnąć jesteś Ty. Mężczyzna to nie jest chodzący bank spermy. Posiada swój rozum, uczucia, preferencje, marzenia i ambicje. Jeśli bodajże, po tych dwóch-trzech latach Ci się nie oświadczył, to najwyraźniej ma ku temu powód. Mężczyzna to nie duże dziecko, nie potrzebuje wychowania. Ma prawo nie chcieć wiązać z Tobą przyszłości. Nawet jeśli w tym momencie się waha, czy chce zaczekać na lepszy moment, pozwól mu na to albo rozejrzyj się za kimś, komu też się śpieszy do założenia rodziny. Nie należy zdawać się na los i słynne: jak zobaczy to pokocha. To, że jakieś randomowej babce z grupy na FB, czy z forum się udało, nie znaczy, że z Tobą będzie tak samo. Małżeństwo i dziecko to zbyt poważne decyzje, żeby bawić się w przymus.

Podsumowanie.

Tak, zdaję sobie sprawię, że panowie też miewają parcie na dziecko i z jego pomocą, próbują usadzić kobietę w domu. Jednak o zapylaczach, będzie oddzielny tekst. Jak myślicie, czy zjawisko łapania na brzuch, może być dowodem na istnienie instynktu macierzyńskiego?

 

Reklamy