O świadomej rezygnacji z rodzicielstwa w Polsce. 

Wprawdzie już poruszałam na blogu temat bezdzietności z wyboru, m.in tutaj oraz moje własne powody rezygnacji z rodzicielstwa. Jednak tym razem przybliżę wam środowisko childfree*. W Polsce, temat dobrowolnej bezdzietności dopiero od paru lat, powoli przestaje być tabu. Powstają artykuły, książki, wpisy na blogach. Nawet sama prowadząca legendarne Rozmowy w Toku, zaprosiła do studia kobiety, które deklarowały rezygnację z macierzyństwa. Swoją drogą, widziałam tenże odcinek i do dziś jestem zniesmaczona próbą (na szczęście nieudaną) upokorzenia zaproszonych do studia pań. Bezdzietną z wyboru była też nieodżałowana Maria Czubaszek, która jest idealnym dowodem na to, że osobie bezdzietnej z wyboru (szczególnie kobiecie) nic nie musi się odmieniać. 

Childfree* (by choice) – z ang. wolny od dzieci, w odróżnieniu od słowa childless, czyli bezdzietny. Tak nazywają siebie osoby, które zrezygnowały z rodzicielstwa.

Dlaczego bezdzietni z wyboru utworzyli społeczność?

  • Naturalna potrzeba otaczania się ludźmi o podobnym podejściu do życia. Dla poczucia, że nie jest się samemu ze swoimi decyzjami oraz spostrzeżeniami.
  • Chęć znalezienia wsparcia w walce z presją na rodzicielstwo (szczególnie wobec kobiet) i akceptacji swego podejścia do życia.
  • Nadzieja na znalezienie stałego partnera, który również nie chce mieć dzieci.
  • Chęć stworzenia nowej grupy znajomych, kiedy ci z najbliższego otoczenia pozakładają rodziny i zaczną się wykruszać (brak czasu, bądź wprost odrzucenie z powodu bezdzietności, szczególnie ze świadomego wyboru).

Kim są bezdzietni z wyboru?

Po prostu zwykłymi ludźmi. Nie żadnymi kosmitami ani fantastycznymi stworzeniami, jak często sądzą osoby, którym nie w smak istnienie ludzi childfree. Są nimi zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Bezdzietni z wyboru, tak samo jak pro-dzietna większość społeczeństwa, uczą się, pracują, prowadzą firmy, mają swoje pasje. Bywają zarówno pracownikami fizycznymi, sprzedawcami, rolnikami, jak również urzędnikami, menadżerami, artystami, freelancerami, prawnikami, lekarzami, inżynierami itp. Po prostu bezdzietni z wyboru są w każdej grupie społecznej i zawodowej.

Wielu, których dziwi istnienie ludzi, świadomie rezygnujących z rodzicielstwa zastanawia się, co taki bezdzietny z wyboru robi w domu, kiedy nie musi robić przy dzieciach. Jak wcześniej wspomniałam, wielu bezdzietników, ma swoje pasje, marzenia i cele. Zatem czas, zyskany na bezdzietności bywa spożytkowany. Wielu moich znajomych z tego środowiska rozwija się zawodowo i nie tylko. Podróżują, zakładają swoje firmy, robią kursy językowe i zawodowe aby zdobyć pracę marzeń, uprawiają sport. Wielu z nich swoim uporem oraz wytrwałością motywuje mnie do tego bym też coś w życiu osiągnęła.

Jedyne czym się różnią od pro-dzietnej większości to:

  • Dystans wobec tradycyjnych ról kobiet i mężczyzn.
  • Odwaga aby żyć po swojemu.
  • Większa odporność na presję ze strony rodziny i otoczenia.

Najpopularniejsze stereotypy o bezdzietnych lambadziarzach

Nienawidzą dzieci – Przez lata obcowania ze środowiskiem bezdzietnych z wyboru, spotkałam się z różnym stosunkiem do nich. Owszem, są tacy, którzy deklarują nienawiść do dzieci. Większość, natomiast uważa, że dzieci jedynie nie lubi, bądź są im one obojętne. Są również childfree, którzy nawet lubią dzieci i dogadują się z nimi. Czasami bezdzietnemu z wyboru zdarza się polubić konkretne dziecko, jeśli te okaże się wyjątkowo bystre i dobrze wychowane.

Nieszczęśliwi i niespełnieni – Każdy może się tak czuć, bez względu na to czy ma dzieci, czy nie. Nieszczęśliwym i niespełnionym może być zarówno bezdzietny z wyboru, rodzic gromadki dzieci, osoba borykająca się z problemami z płodnością albo z bezpłodnością. Mało jest (chyba) osób, które by czuły i uważały, że mają wszystko czego potrzebują do szczęścia. Swoją drogą najbardziej lubią rzucać tym tekstem ludzie, których żywoty przypominają nie tyle dramat, co nawet groteskę.

Ilu jest na tym świecie rodziców, którzy przelewają na swoje dzieci własne niespełnione marzenia i ambicje? Kobiet, które zostały matkami, choć podświadomie czuły, że to nie dla nich, a potem żałowały swojej decyzji? Polecam lekturę wpisów na stronie Fb: Żałuję rodzicielstwa. Tam znajdziecie mnóstwo historii z cyklu: urodziłam, nie pokochałam. Mężczyzn, którzy chcieli być ojcami i namawiali partnerki na dziecko. A kiedy doszło co do czego rozmyślali się i twierdzili, że rodzicielstwo jest nie dla nich, i najzwyczajniej w świecie przeliczyli się?

Smutne dzieciństwo oraz brak miłości ze strony rodziców – Jeden z najpopularniejszych stereotypów o bezdzietnych z wyboru. Owszem, część znanych mi bezdzietnych miało mniej lub bardziej ciężkie dzieciństwo. Niektórzy, jako dorośli regularnie korzystają z pomocy specjalistów. Znam też takich, którzy pozbierali się po traumach oraz dorastaniu w dysfunkcyjnych rodzinach, a teraz prowadzą, przynajmniej w miarę szczęśliwe i poukładane życie. Są też tacy, którzy wychowali się w kochających i pełnych ciepła rodzinach. A ze swoimi rodzicami mają znakomite relacje.

Z drugiej strony, chęć założenia rodziny oraz posiadania dzieci, również nie świadczy o braku problemów z psychiką. Owszem, wychowanie w dysfunkcyjnej rodzinie, jest jednym z częstszych powodów rezygnacji z rodzicielstwa. Jak wspominałam nieraz w swoich poprzednich tekstach o bezdzietności z wyboru, większość chce mieć dzieci. Nawet mimo przykrych doświadczeń z okresu dzieciństwa oraz dorastania. Wszystko w myśl: ja będę inny/a, nie popełnię błędów moich rodziców, dam moim dzieciom wszystko czego nie miałem/am.

Niedojrzali, mentalne gówniarze – Nazywam ten argument typową oznaką bólu tyłka, spowodowanego dysonansem poznawczym. Dojrzałość musi przychodzić wtedy, gdy człowiek zaczyna płynąć z prądem jak śnięta ryba. Inaczej jest się mentalnym gówniarzem, Piotrusiem Panem, boi się odpowiedzialności, ogólnie coś nie tak z człowiekiem, który nie chce mieć dzieci.

Tak, spotkałam wśród bezdzietnych z wyboru osoby infantylne, niedojrzałe, można rzec – dzieci w ciałach dorosłych. Zapewniam też, że nie każdy odrzucający rodzicielstwo taki jest i nie należy wrzucać do jednego worka z mentalnymi gówniarzami. Z drugiej strony, opisywane wcześniej przeze mnie zjawisko madczyzmu, świadczy o tym, że mentalne gówniarstwo potrafi dotknąć każdego człowieka, bez względu na ilość przychówku, czy jego brak.

Wypieranie chęci zostania rodzicem przez problemy z płodnością – Tak lubią powtarzać, ci którzy próbują zmniejszyć ból spowodowany dysonansem poznawczym. Prawdziwy bezdzietny z wyboru skakałby z radości na wieść o problemach z płodnością. Rezygnacja z rodzicielstwa nie zawsze bywa wynikiem traum, czy większych problemów psychicznych. Spora część bezdzietnych z wyboru, już jako dzieci deklarowało niechęć do macierzyństwa/ojcostwa. W dyskusjach z moimi znajomymi z tego środowiska, nie raz padały stwierdzenia typu: już jako mała dziewczynka wiedziałam, że nie chcę mieć dzieci. 

Odwrócę kota ogonem i zadam następujące pytanie. Co jeśli instynkt macierzyński pojawia się zaledwie u garstki kobiet? A tylko jeden mężczyzna na sto naprawdę chce zostać ojcem? Czy to znaczy, że większość rodziców zostaje nimi, bo wypiera swoje prawdziwe uczucia i pragnienia, żeby nie odstawać od reszty, a rodzina z sąsiadami nie gadali? Może zabrzmiałam głupio, ale argument o wypieraniu pragnienia rodzicielstwa, przez zadeklarowanych bezdzietnych z wyboru też jest bezsensowny.

Bezdzietne małżeństwa są mniej szczęśliwe niż te z dziećmi i częściej się rozwodzą – Statystyki rozwodów z ostatnich lat pokazują, że dzieci coraz mniej wpływają na trwałość oraz jakość związku. Skoro małżeństwa z dziećmi są szczęśliwsze, to skąd się biorą rozwody, konflikty o opiekę (w tym uciekanie się do alienacji rodzicielskiej), alimenty itp. Szczęśliwe, bezdzietne małżeństwa istnieją, tak jak szczęśliwe małżeństwa z dziećmi.

Nieprawdziwe kobiety/nieprawdziwi mężczyźni – No cóż, patrząc na cechy indywidualne każdego człowieka z osobna, raczej każdy ma w sobie choć część cech płci przeciwnej. Każdy człowiek ma struny głosowe, ale nie musi zajmować się śpiewaniem. Tak samo posiadanie macicy/penisa NIE zobowiązuje do płodzenia potomstwa. Tak samo NIE decyduje o byciu prawdziwym mężczyzną/prawdziwą kobietą.

Pasożyty społeczne – bezdzietni z wyboru wprawdzie nie płodzą nowych obywateli, ale jak wcześniej wspomniałam, pracują/prowadzą własną działalność oraz płacą podatki. Znam osobiście i internetowo ludzi childfree, którzy działają w wolontariatach, pracują jako terapeuci/rehabilitanci. Bezdzietni z wyboru, przez brak wydatków na dzieci, częściej wydają pieniądze na realizację swoich pasji np. sprzęt sportowy, bądź artystyczny, kursy językowe i zawodowe, kulturę i rozrywkę, czym przyczyniają się do napędzania gospodarki.

„Statystyki”.

  1. Większość bezdzietnych z wyboru stanowią kobiety.
  2. Bezdzietne z wyboru kobiety, częściej stosują antykoncepcję oraz decydują na aborcję przy niechcianej ciąży, także na sterylizację.
  3. Bezdzietni z wyboru mężczyźni, nierzadko decydują się na wazektomię.
  4. W kwestiach religijnych przeważają ateiści oraz agnostycy. Są też bezdzietni z wyboru, którzy deklarują wiarę w Boga oraz przynależność do Kościoła (katolicyzm, bądź wyznania protestanckie).
  5. Najwięcej bezdzietnych z wyboru, jest w przedziale wiekowym od 25 do 50 roku życia.
  6. Single i singielki wcale nie stanowią większości środowiska childfree. Pokuszę się o stwierdzenie, że stanowią ją będący w konkubinatach oraz małżeństwach.

Komu bardziej suszą głowę, kobiecie czy mężczyźnie?

Myślę, że jednak kobiecie. Powszechnie sądzi się, że mężczyzna ma czas, musi się wyszumieć itp. Natomiast powszechnie sądzi się, że najlepszy czas na rodzenie dzieci jest między 18, a 35 rokiem życia. Kobieta, która nie wyrobi się, nie ma ani jednego dziecka, bywa uznawana za dziwną, wybrakowaną. Tą, której żaden nie chciał. Teksty typu: zmieni ci się, niejedna tak mówiła, musisz do tego dojrzeć, jak urodzisz to pokochasz, słyszą właśnie kobiety. Podczas programowego wbijania do dziewczęcych głów cukierkowej wizji macierzyństwa, nie wspomina się o jego ciemnej stronie: możliwych powikłaniach, ryzyku śmierci, komplikacjach przy porodzie. Tym bardziej o depresji lub psychozie poporodowej. Wiem, że są specjalne hormony (m.in. oksytocyna), które pomagają kobiecie poradzić sobie z trudami porodu i pokochać dziecko, ale czasem coś idzie nie tak. Stąd biorą się toksyczne, przemocowe matki oraz dzieciobójczynie. Rodzenie traktuje się jako coś oczywistego, obowiązkowego. Niewielu ma, bądź nie chce mieć świadomości, że można inaczej. Dlatego wielu czuje obowiązek wywierania presji i sprowadzania do parteru krnąbrne i beztroskie kobiety childfree.

Dzietni i bezdzietni, czy przyjaźń jest możliwa?

Znam osoby bezdzietne z wyboru, które mają w kręgu najbliższych znajomych, osoby z dziećmi. Nieraz bywa tak, że już w trakcie ciąży, drogi strony bezdzietnej i rodzica rozchodzą się. Świeżo upieczona matka, często jest zaabsorbowana opieką i nie zawsze znajdzie czas dla bezdzietnej przyjaciółki. Bywa też, że zaczyna brakować tematów do rozmów, a strona dzietna uznaje, że strona bezdzietna już nie pasuje do kręgu towarzyskiego, co miewa miejsce, gdy matka zapada na Odpieluchowe Zapalenie Mózgu. Kiedy obie strony, dzietna i bezdzietna, wytrwale walczą o utrzymanie znajomości, szanują siebie oraz okazują wzajemne zrozumienie, wtedy nie trzeba mieć obaw o przetrwanie przyjaźni.

Moje osobiste obserwacje i wnioski. 

Wszystko co zawarte w tekście, napisałam na podstawie własnych doświadczeń oraz obserwacji. Wśród childfree, spotkałam nieco ameb i dzbanów, ale poznałam też wiele wartościowych osób. Część znajomości ciągnie się już parę lat. To, co mnie pozytywnie zaskoczyło od pierwszej styczności to: otwartość, gotowość do bezinteresownej pomocy, wsparcie, ciekawe spostrzeżenia na temat codzienności. Wbrew temu co zapewne myślą ci, co uważają childfree za mentalnych gówniarzy, nasze bezdzieciowe dyskusje nie polegają na wiecznym malkontenctwie i utwierdzaniu się w nienawiści do dzieci. Rozmawiamy o wszystkim: polityce, sztuce, codziennych problemach, gotowaniu, itd. To właśnie znajomi ze środowiska bezdzietnych z wyboru, zainspirowali mnie do zredagowania wpisów na temat świadomej rezygnacji z dzieci oraz problemu ciążołapek. Dzięki nim, zrozumiałam też, że nie muszę czuć się winna z powodu tego jaka jestem i moich wyborów życiowych.

Znacie osoby bezdzietne z wyboru, bądź sami nimi jesteście?

Reklamy